Dzień pierwszy

Terespol - Okuninka (92 km)

 

Zbiórka na warszawskim Dworcu Wschodnim o godzinie 6:30, oznacza konieczność pobudki już o 5:00 rano. Stanowi to nie lada wyzwanie, na szczęście jakoś udaje mi się dotrzeć na czas. Wypakowuję i składam rower, montuję sakwy i kupuję bilety na pociąg pośpieszny do Terespola. W międzyczasie po długiej i wyczerpującej jeździe na rowerze dociera na stację sam Paweł Kurowski (PK) w liczbie sztuk jeden (plus rower). Odnotować warto, że Paweł spakował się niezwykle efektywnie - ja przy nim wyglądam, jak spakowany na miesięczny rajd po pustyni Gobi. Chwilę przed siódmą pakujemy rowery do przedsionka ostatniego wagonu składu i pociąg rusza...

No, zaczęło się!

(...)

Wagony wtaczają się na terespolską stacje około 10:20. Dzień jest chłodny, choć do popołudnia świeci słońce. Przebieram się w nieco bardziej rowerowe ciuchy, zakładam hełm i... ruszamy w pierwszą trasę. Opuszczamy perony i polną drogą zataczamy wokół Terespola koło. Mijamy częściowo widoczne w gęstwinie lasu forty twierdzy Brześć (zdjęcie lotnicze) i po przekroczeniu trasy Warszawa - Terespol jedziemy asfaltem przez wieś Kobylany do wsi Zastawek, gdzie zwiedzamy tatarski cmentarz (mizar) - najstarszy odkryty i odnowiony grób na tym cmentarzu pochodzi z 1704 r. Następny przystanek to wieś Lebiedziew, gdzie urzeka mnie piękne sklepienie bramy cmentarnej... Za wsią udajemy się na upragnione łono natury - do osady Żuki, położonej na brzegu granicznej rzeki Bug. Hasamy trochę po nadbużańskiej łące, co wprawia w zakłopotanie biesiadującego tam bociana (po chwili odlatuje), za to wcale nie przeszkadza pasącym się wokół krowom (o dziwnych kolorach, jak twierdzi PK). Kolejny przystanek to wieś Kostomłoty, gdzie znaleźć można jedyną w Polsce parafię neounicką oraz XVII-wieczną cerkiew p.w. św. Nikity. Mniej więcej na wysokości Kostomłotów zaczyna się psuć pogoda, niebo pokrywają ołowiane chmury i wieje chłodny, mało przyjazny wiatr. Kiedy sterczymy sobie na terenie sanktuarium, obok pojawia się nagle miły starszy pan, który proponuje nam zwiedzenie cerkwi i wykonanie wewnątrz zdjęć. (...) W kostomłockim sklepie spożywczym (czynnym bodajże w dni powszednie do 14:00) robimy niewielkie zakupy i jedziemy dalej do Kodnia. Całkiem ładne i zadbane to miasteczko, na domiar poszczycić się może pięknym renesansowym kościołem św. Anny z wizerunkiem Matki Boskiej Kodeńskiej (wykradzionym niegdyś z Watykanu przez niejakiego Mikołaja Sapiehę). PK ogołaca miejscowy kiosk z papierosów, po czym opuszczamy miasto i jedziemy dalej - tym razem skrajem lasu nad samym brzegiem Bugu, opłotkami lub obok wsi Jabłeczna (klasztor i drewniana cerkiew unicka), Sławatycze i Hanna. W niektórych miejscach brzeg robi się bardzo piaszczysty i trzeba pchać rowery. Po powrocie na asfalt znajdujemy jeden z niewielu dostępnych w tych okolicach barów - fasolka po bretońsku smakuje tam całkiem nieźle. Wypełniam również termos nową gorrrrącą herbatą, co okazało się dobrym pomysłem, bo niedługo potem łapie nas deszcz. Pogoda iście depresyjna, jak na pierwszy dzień. Przed deszczem chowamy się raz pod wiatą jakiegoś magazynu w szczerym polu, kiedy indziej znów klasycznie - pod wiatą przystankową. Na szczęście opady deszczu trwają krótko i wychodzi słoneczko. Docieramy asfaltem do Włodawy, stamtąd zaś - już w szarówce - do miejscowości letniskowej Okuninka nad jeziorem Białym. W Okunince zarówno pokoi noclegowych, jak i ogródków piwnych w bród, co niezwykle pozytywnie wpływa na nasze morale. Wrzucamy rowery do pokoju i wstępnie rozpakowujemy rzeczy. Degustujemy przy tym niezwykłej mocy napój cytrynowy, który nie wiedzieć czemu zalatuje wódką... Następnie rundka po ogródkach piwnych celem poratowania odwodnionego organizmu. Temperatura tego wieczoru zbliża się niebezpiecznie w okolice zera, a dobrze schłodzone piwko jakoś nie jest w stanie nas rozgrzać... Wracamy więc na kwaterę, gdzie szczęśliwie jest co najmniej o 1 stopień cieplej, niż na zewnątrz. Biorę gorący prysznic w okolicznej łaźni (na trzeźwo bym tego nie zrobił - zbyt zimno) i wskakuję do śpiwora, narzucając na siebie ze 3 koce, czy co tam było pod ręką. Taki zestaw zapewnia w miarę atrakcyjną temperaturę i spokojny sen... Pierwszy nocleg kosztuje nas po 10 zł od łebka. Mniej więcej na wysokości Okuninki przeciwległy brzeg Bugu zmienia się z białoruskiego, w ukraiński.

 

 

 

Blog  ::  Dzień pierwszy  ::  Dzień drugi  ::  Dzień trzeci  ::  Dzień czwarty  ::  Dzień piąty  ::  Mapa