Strona główna wycieczki
Polska Egzotyczna II (Terespol - Suwałki), 27 kwietnia - 3 maja 2008, 444 km

Wstęp
Dzień 1/2: Terespol - Piszczatka (114 km)
Dzień 3: Piszczatka - Białowieża (73 km)
Dzień 4: Białowieża - Krynki (89 km)
Dzień 5: Krynki - Rudawka (98 km)
Dzień 6: Rudawka - Suwałki (70 km)


Dzień 1/2: Terespol - Neple – Janów Podlaski – Niemirów – Mielnik – Pawłowicze – Siemichocze – Piszczatka (114 km)


Tegoroczna rowerowa majówka rozpoczyna się w niedzielę (27 kwietnia 2008) tuż po zmroku. Niestety - w związku z wymianą torowiska - pociąg dojeżdża do Terespola ze znacznym opóźnieniem. Zaopatrujemy się w dworcowym sklepie w niezbędne rowerzyście artykuły spożywcze i okrążamy stację, udając się w kierunku pobliskich Nepli. Droga tam nie zajmuje zbyt wiele czasu, bo to niewiele ponad 10 km. W ciemnościach jedzie się całkiem przyjemnie, choć trochę niepewnie ze względu na ledwie widoczną, szutrową drogę (czołówka zagrzebana gdzieś w sakwie). Mijamy wiaduktem trasę dojazdową do przejścia granicznego w Kukurykach i po kilkunastu minutach pedałowania jesteśmy już na miejscu. Po ulokowaniu się na nocleg w miejscowym Gie-eSie odbywamy jeszcze nocny spacer z czołówkami na okoliczną wieżę widokową, którą – nie bez trudu – Paweł odnajduje pośród pól. Ze szczytu wieży widać światła 300-tysięcznego Brześcia, wokół panuje cisza i ciemność, zaś jasne łuny na horyzoncie (przejście graniczne, miasto) tworzą całkiem nietypowy nastrój chwili. Jest czas by pomyśleć, co nas na tej wyprawie czeka, jaka pogoda, jakie trasy. Ile uda się przejechać kilometrów, ile ciekawych rzeczy zobaczyć, ilu ludzi spotkać… I tylko przenikliwy, nocny, całkiem złośliwy wiaterek przypomina o konieczności powrotu na kwaterę, co po około godzinie czynimy.
(…)
Pierwszy dzień „prawdziwej jazdy” zaczyna się w poniedziałek rano. W Neplach budzi nas piękna i słoneczna pogoda, która utrzyma się cały dzień. Pakujemy sakwy i wyruszamy w drogę: najpierw do wspomnianej wieży widokowej, aby nasycić się trochę widokami, jakie oferuje jej trzecie piętro za dnia, a następnie do położonej tuż obok „kamiennej baby”. To wyciosany z kamienia krzyż, w który rzekomo zaklęta została pewna panna młoda przez swoją matkę. Nie wiem o co im poszło. Niestety zarysy twarzy na kamieniu zatarły się już całkowicie. Spod kamienia pedałujemy na brzeg Bugu, mijając po drodze świeżo odmalowany czołg na cokole. W tej okolicy, wzdłuż brzegu rzeki, na skutek procesów erozyjnych tworzą się niewielkie wąwozy, którymi również spływa potem woda z pól. Dodają one uroku miejscu, w którym się z znajdujemy. Omijając zakole Bugu (rezerwat „Szwajcaria Podlaska”) osiągamy kolejną miejscowość – Krzyczew ze świeżo odnowionym, drewnianym kościołem (dawniej cerkiew; przed odnowieniem wyglądał on tak: link). Kościół jest oddalony zaledwie o kilkanaście metrów od rzeki, a przy jego tylnej ścianie stoi słup graniczny. To wspaniały i bardzo egzotyczny widok, wcale nie tak rzadki, gdy poruszamy się wzdłuż samej granicy. Na przeciwległym brzegu majaczy się czerwono-zielony słup białoruski. Po krótkiej przerwie kontynuujemy jazdę, początkowo odwiedzając kolejne zakole Bugu - co jak zwykle się kończy przeciąganiem rowerów przez zalany wodą, bagnisty rowek. Po drodze mijamy zniszczony krzyczewski dworek z XIX wieku, by po niedługim czasie dotrzeć do Pratulina – miejscowości znanej z bohaterskiego oporu unitów, którzy bronili swojej cerkwi przez wojskami cara (1874). Obok miejsca upamiętniającego to wydarzenie znajduje się nieco kiczowato wykonana droga krzyżowa – z plastikowymi, ponadnaturalnej wielkości figurami ludzi. Nieco poniżej tego miejsca Pawłowi udaje się „zdjąć” aparatem kicającą po polu sarnę. W kolejnym etapie poniedziałkowej części wycieczki, szutrowymi już drogami przez okoliczne wioski dojeżdżamy na „przedmieścia” Janowa Podlaskiego, czyli do osady o nazwie Wygoda. Sam Janów jest oczywiście znany z najstarszej państwowej stadniny, która zajmuje się hodowlą koni czystej krwi arabskiej. W okolicach stadniny jest bardzo ładnie, a wokół ciągną się zabytkowe budynki stajni. Niestety centralny rynek Janowa niespecjalnie nas zachwyca, ani zabytkami, ani patrzącym spode łba towarzystwem. Choć może to drugie zniechęca nas do skupienia się na tym pierwszym – wszak przy rynku znajduje się warty obejrzenia zespół pokatedralny oraz kościół p.w. św. Jana Chrzciciela (XVIII/XIX wiek). Opędzlowawszy tedy kiełbasę z bułką i zapiwszy colą (to ja), kontynuujemy jazdę. Poprzez takie ulicówki, jak Stary Bubel docieramy do Gnojna (to tu kręcono sceny do ekranizacji „Nad Niemnem”), gdzie dzięki wskazówkom urzędujących w centrum wsi na ławeczce gospodyń nawigacyjnych, docieramy do przeprawy promowej na Bugu. Na szczęście zawieszony na drzewie nr telefonu okazuje się być aktualny. Dzięki temu nie musimy drzeć się wniebogłosy, wznosząc prośby typu „podaaaaj prooom!”, czy też „podaaaaj łóóódkę!”. Po jakimś czasie na przeciwległy brzeg rzeki zajeżdża rowerem operatorka promu, a z nią jej pies. Dzięki podstępnemu wykorzystaniu siły rzeki, prom porusza się w poprzek jej koryta przyczepiony do stalowej liny, bez używania jakiegokolwiek napędu. Po niedługim czasie znajdujemy się już na drugim brzegu, w Niemirowie, skąd pedałujemy wzdłuż koryta rzeki do Sutna i dalej lasem do Mielnika. Ładnie to położone miasto z ruinami kościoła i wzgórzem, z którego roztacza się interesująca panorama na dolinę Bugu. Oprócz tego sporo tu agroturystyk i jedna kopalnia kredy. W Mielniku spożywamy węgierskiego placka (pycha!), po czym - mijając przepięknie uformowaną, przydrożną sosnę, a także sporo wiosek – osiągamy „Częstochowę polskiego prawosławia”, czyli Świętą Górę Grabarkę. Z Grabarki – w większości lasami i zbaczając trochę z naszej trasy – docieramy do miejscowości Nurzec-Stacja, gdzie mam zapisane namiary na nocleg. Niestety właścicielka tegoż przybytku – choć długoweekendowych gości ma mieć dopiero od jutra – nie kwapi się zbytnio z zaproszeniem nas, strudzonych skądinąd, a i spragnionych wielce wędrowców w swoje progi. Robimy tedy zakupy (wspaniałomyślnie w jej sklepie spożywczym), po czym wracamy na trasę naszego szlaku i dojeżdżamy przy sympatycznym zachodzie słońca w okolice wioski Piszczatka. Tam w pobliskim lesie wyszukujemy sobie miejsce pod namiot, rozbijamy się w zapadającym zmroku, spożywamy kolację, pijemy co kto ma i zaszywamy się w śpiwory. Pierwszy dzień jazdy za nami. Tym razem prysznica nie będzie, a wyjście nocą na siku skończy się telepawką z ziiiimna! Ale za to żaby jak rechoczą… ;]

Google Map, Wikipedia, GPS data by Niklos

Wieża widokowa w Neplach

"Kamienna baba" (Neple)

Nadbużański wąwóz

Zniszczony dworek w Krzyczewie

Odnowiony kościół (Krzyczew)

Droga równa, ale zdarzały się i kałuże ;)

Podlaska sielanka...

Jeden z budynków stadniny w Janowie Podlaskim

I nawet asfalt nie psuje krajobrazu...

Przeprawa promem przez Bug w Niemirowie

Bugu toń (widok z promu)

Rozlewiska rzeki...

Zjawiskowe ruiny kościoła w Mielniku

Podlaskie pejzaże...

Prawie jak limba...

Świątynia na Górze Grabarce

Święta Góra Grabarka

Czas szukać noclegu...

Leśne spanko :)


JAlbum 7.4, © 2008 Mariusz Bożym