|
Trasa: |
Marki, Kobyłka, Zielonka,
Rembertów, Warszawa (Most
Siekierkowski, wał wzdłuż Wisły), Kępa Okrzewska, Gassy, Dębówka, Podłęcze, Góra Kalwaria, Czersk. Powrót: Czersk, Góra Kalwaria, Podłęcze, Dębówka, Gassy,
Habdzin, Konstancin-Jeziorna,
Powsin, Warszawa (Kabaty, Ursynów
– KEN, Most Siekierkowski, Olszynka Grochowska), Rembertów, Zielonka, Marki. |
|
Dystans: |
133 km |
|
Średnia prędkość: |
17 km/h |
|
Maksymalna prędkość: |
47 km/h |
|
Czas jazdy: |
7 godz. 48 min. |
|
Pogoda: |
Początkowo duże zachmurzenie, potem przejaśnienia, wiatr
umiarkowany, ciepło. |
|
Autorka zdjęć: |
K.Ł. |
|
Opis: No i
proszę… Mimo wielu przeszkód natury logistycznej udaje mi się wreszcie
zdobyć miejsce w grafiku rowerowym znanej warszawskiej pogromczyni dwóch
kółek – K.Ł. :) Umawiamy się „pod mostem” Siekierkowskim, dokąd docieram wielokrotnie
już przerabianym wariantem rembertowskim (25 km). Ze względu na wyznaczenie
godziny spotkania na dziesiątą, stawiam się w umówionym miejscu dokładnie o
10:20. Ku mojemu zaskoczeniu K.Ł. czeka już na mnie
od 20 minut! Po szybkiej konsultacji ruszamy w dół rzeki. Ścieżka wiedzie
przeważnie nadwiślańskim wałem, po którym w zasadzie jeździć nie wolno. Gdyby
jednak było wolno, napisałbym, że jedzie się po nim bardzo przyjemnie, a
widoczki na rozlewiska Wisły nie mają sobie (w tej okolicy) równych. Z
początku towarzyszy nam bocznica kolejowa EC Siekierki, jednak po jakimś
czasie – wyraźnie znudzona – odbija w prawo. Droga wzdłuż wału
jest przeważnie szutrowa - czasem zmienia się w asfalt. Parę kilometrów za
miejscowością Gassy oddalamy się od Wisły i podążamy asfaltem przez Dębówkę i
Podłęcze aż do samej Góry Kalwarii. To miasto słynie z przedniej jakości
lodów kulkowych, serwowanych przy bardzo ruchliwej ulicy. K.Ł nie może się im
oprzeć – dokonujemy więc stosownej konsumpcji.
Z Kalwarii kociołbową, stromą i wąską drogą zjeżdżamy znów w kierunku Wisły,
a następnie pomiędzy sadami docieramy do podnóża Zamku
Książąt Mazowieckich w Czersku. Spędzamy tam trochę czasu, tym bardziej,
że na dziedzińcu świeci przyjemne słoneczko i biegają panny młode. Kolejny
etap wycieczki to powrót do Gassów i dotarcie przez Habdzin do Konstancina-Jeziornej
w celu prezentacji tężni solankowej. Niestety brak czasu nie pozwala na
stosowne inhalacje – po chwili przemieszczamy się (ścieżkami znanymi
tylko K.Ł.) do Powsina, gdzie czeka upragniony
kufelek piwa z kiełbaską. Po chwili relaksu znowu dosiadamy rowerów i zaraz
wyłaniamy się z kabackiego lasu w Warszawie. Tam następuje półgodzinny rajd
po betonowej dżungli wzdłuż Alei KEN. Rozstajemy się przy Dolinie
Służewieckiej, skąd w dzikim pędzie i zapadającym zmroku docieram do domu,
pokonując końcowe 30 km. Szybki prysznic i już mogę stawić się (nieco
spóźniony) na urodzinach jakże bliskiej mi osoby... :) |